Jakiś czas temu przez media "przetoczyła się" kampania "bicie jest głupie". W "obronie" dzieci stanęli, ci którzy klaps uznali za znęcanie się nad dziećmi, nie dostrzegając innych zagrożeń dla prawidłowego ich rozwoju, których źródłem jest szkoła. "Tradycja" ingerowania w rodzinie ma się u nas bardzo dobrze, szkoda, że państwu równie dobrze nie wychodzi ingerowanie w funkcjonowanie własnych instytucji... Szkoda, bo szkoła jest źródłem psychopatologii rozwoju dziecka, a nikt nie próbuje temu jakoś zaradzić. Milczy zatroskany o los dzieci Rzecznik Praw Dziecka - polityków i społeczeństwo łatwiej postraszyć rodziną niż szkołą. Poza tym nie można obnażać szkolnej patologii, bo to groziłoby ostatecznym upadkiem autorytetu tej instytucji. Po rodzinie można sobie "pojeździć,jej słaba pozycja jest na rękę wszystkim tym, którym marzy się społeczeństwo bezwolnych obywateli,kształconych w szkołach, gdzie jedynym wyznacznikiem wartości człowieka jest liczba uzyskanych na egzaminie punktów. Jakość pracy szkół jest mierzona poprzez wyniki osiągane na egzaminach, dziecko z jego potrzebami jest kompletnie ignorowane. Kogo interesuje, że odrobienie zadania zajmuje mu całe popołudnie i wieczór? Że nie ma czasu na czytanie ulubionej książki, na rozwijanie swoich pasji, na samodzielne decydowanie o swoim wolnym czasie.
Zadania domowe są głupie, bo pozbawiają nasze dzieci radości ze zdobywania wiedzy i poznawania świata, zabijają w nich odwagę swobodnego wypowiadania swoich opinii. Zresztą którego nauczyciela interesuje opinia ucznia w jakiejkolwiek sprawie? Zadania domowe są głupie, bo zachęcają nasze dzieci do bezmyślności i pozbawiają krytycyzmu. Kształtują w dzieciach postawy bierności i komformizmu. W ten sposób za kilkanaście lat nasze dzieci staną się wartościowymi obywatelami. Wartościowymi, bo uległymi. W realizacji tej ważnej "misji" nie powinno się szkołom przeszkadzać, a Rzecznik Praw Dziecka żeby udowodnić potrzebę istnienia swojego urzędu koncentruje swoją aktywność na rodzinach. Nie ma szansy na pozyskanie go do naszej akcji
Zadania domowe są głupie". Ale bardzo liczymy w tej sprawie na rodziców....
Przemyślenia i refleksje na temat trudnego procesu stawania się rodzicem uwikłanym w liczne relacje ze światem zewnętrznym, przede wszystkim z instytucjami oświatowymi.
piątek, 10 grudnia 2010
piątek, 19 listopada 2010
Wychowanie dzieci jest stokroć odpowiedzialniejsze niż bycie premierem...
Wielu rodziców, zwłaszcza na początku swojej "kariery rodzicielskiej", popełnia niemało błędów względem swoich dzieci, wynikających z niewiedzy i braku dojrzałości rodzicielskiej. Podobno najważniejsze jest, żeby kochać dziecko i wówczas błędy nie są w stanie wyrządzić mu krzywdy. Jednak czasami skutki naszych błędów są nie do naprawienia, nawet jeśli nie pozostają one w pamięci dzieci, to i tak mają ogromny wpływ na ich myślenie o sobie i relacje ze światem. Wychowanie dzieci to zajęcie o stokroć odpowiedzialniejsze niż bycie szefem dużej firmy, czy premierem - tu możemy znaleźć sobie świetnych doradców. W sytuacji wychowawczej jesteśmy sam na sam z dzieckiem, które jest unikalne i niepowtarzalne, więc wszelkie "cudowne" sposoby na wychowanie mogą jedynie być nam pomocne, ale nigdy nie będą stuprocentowo skuteczną "receptą na wychowanie". Takiej niestety nie ma i pewnie nie będzie i dlatego rodzicielstwo zawsze będzie się wiązało z niebezpieczeństwem, że dziecko natrafi na rodziców mających wielki zapał i jeszcze więcej chęci, jednak mało dojrzałych i zupełnie nieświadomych znaczenia ROLI RODZICIELSKIEJ.
środa, 17 listopada 2010
Korepetycje dla pierwszoklasisty - to gruba przesada!
Kilka dni temu w programie informacyjnym jednej z telewizji pojawił się materiał na temat korepetycji dla przedszkolaków i uczniów klas początkowych szkoły podstawowej. Zadziwiające jest nie to, że na rynku pojawiła się taka oferta edukacyjna - bo przecież korepetytorzy z czegoś muszą żyć, ale fakt, że są rodzice, którzy dali sobie wmówić, że jest to niezbędne dla ich dzieci.
Cóż z tego, że psychologia wychowawcza wyraźnie podkreśla znaczenie zabawy i bezpośredniego doświadczenia dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Oni mają własne wyobrażenia o swoim dziecku, które ma mieć same szóstki na świadectwie i być laureatem kilku olimpiad przedmiotowych. Zapytani o potrzeby emocjonalne dziecka, otwierają ze zdziwieniem oczy "A cóż to jest?". Nie wiedzą, bo "potrzeba pieniądza", która ich opętała, wyklucza istnienie potrzeb emocjonalnych dziecka - są one zbyt "czasochłonne", a zagoniony i zapracowany rodzic nie może pozwolić sobie ani na zabawę z dzieckiem - przecież ono bawi się w przedszkolu, ani na naukę poprzez wspólne przeprowadzanie doświadczeń - od tego jest szkoła i korepetytor, żeby uczyć. W ten oto sposób rodzice sami sprowadzają się do roli maszynki do robienia pieniędzy - sprawy związane z wychowaniem własnych dzieci oddając w ręce obcych i często przypadkowych ludzi. I jeszcze się cieszą, że zadbali o przyszłość swojego dziecka... Dzieci coraz mniej doznają uczuć rodzicielskich - zastępują je drogie ubrania i zabawki. Aż strach pomyśleć, jak beznamiętny będzie świat, gdy te dzieci dorosną. Dobra praca, kariera, pieniądze - to dzisiejsze priorytety jutra. Na bycie człowiekiem nie ma już miejsca....
Cóż z tego, że psychologia wychowawcza wyraźnie podkreśla znaczenie zabawy i bezpośredniego doświadczenia dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Oni mają własne wyobrażenia o swoim dziecku, które ma mieć same szóstki na świadectwie i być laureatem kilku olimpiad przedmiotowych. Zapytani o potrzeby emocjonalne dziecka, otwierają ze zdziwieniem oczy "A cóż to jest?". Nie wiedzą, bo "potrzeba pieniądza", która ich opętała, wyklucza istnienie potrzeb emocjonalnych dziecka - są one zbyt "czasochłonne", a zagoniony i zapracowany rodzic nie może pozwolić sobie ani na zabawę z dzieckiem - przecież ono bawi się w przedszkolu, ani na naukę poprzez wspólne przeprowadzanie doświadczeń - od tego jest szkoła i korepetytor, żeby uczyć. W ten oto sposób rodzice sami sprowadzają się do roli maszynki do robienia pieniędzy - sprawy związane z wychowaniem własnych dzieci oddając w ręce obcych i często przypadkowych ludzi. I jeszcze się cieszą, że zadbali o przyszłość swojego dziecka... Dzieci coraz mniej doznają uczuć rodzicielskich - zastępują je drogie ubrania i zabawki. Aż strach pomyśleć, jak beznamiętny będzie świat, gdy te dzieci dorosną. Dobra praca, kariera, pieniądze - to dzisiejsze priorytety jutra. Na bycie człowiekiem nie ma już miejsca....
piątek, 29 października 2010
NIE ZNOSZĘ HALLOWEENU
Nie znoszę "zabaw halloweenowych" - to całkowicie obce naszej kulturze i mentalności imprezki, których organizowanie jest nakręcane przez coraz bardziej rozbudowujący się biznes dyniowy.
Od Amerykanów powinniśmy przejąć ducha przedsiębiorczości,tajemnicę budowania zintegrowanych lokalnych społeczności, w których każdy przedsiębiorca, każda firma czuje się współodpowiedzialna za edukację dzieci, ale nie to głupawe "święto". Na cóż zabawa jest miła i przyjemna i nie wymaga wysiłku, w przeciwieństwie do konieczności zmieniania rzeczywistości. Tyle, że w Polsce nie będzie lepiej od imprez halloweenowych - chyba, że tym, którzy siedzą w dyniowym biznesie...
Od Amerykanów powinniśmy przejąć ducha przedsiębiorczości,tajemnicę budowania zintegrowanych lokalnych społeczności, w których każdy przedsiębiorca, każda firma czuje się współodpowiedzialna za edukację dzieci, ale nie to głupawe "święto". Na cóż zabawa jest miła i przyjemna i nie wymaga wysiłku, w przeciwieństwie do konieczności zmieniania rzeczywistości. Tyle, że w Polsce nie będzie lepiej od imprez halloweenowych - chyba, że tym, którzy siedzą w dyniowym biznesie...
piątek, 22 października 2010
Żadne dziecko nie zasługuje na wychowywanie przez płatną opiekunkę.
Dzisiaj na stronie naszego miesięcznika www.niezbednik.org.pl/kontrateksty.htm zamieściliśmy interesujący tekst "Jedenaście sytuacji, w których nie powinieneś mieć dzieci".
W punkcie 7 autor odradza posiadanie dzieci tym, którzy wiedzą, że będą musieli zatrudnić pomoc do opieki nad dzieckiem. "Żadne dziecko nie zasługuje na wychowywanie przez płatną opiekunkę. Jeśli nie dysponujesz czasem, warunkami, energią i motywacją niezbędną do samodzielnego wychowania dziecka, to powołasz je na bardzo ułomny świat. Będziesz co najmniej częściowo porzucał swoje dziecko – i swoje obowiązki w stosunku do niego – jeszcze zanim się narodzi. To jest zdecydowanie niesprawiedliwe".
Całkowicie zgadam się z tą opinią. Dzieci nie po to przychodzą na świat, żeby rodzice, pod byle pretekstem, oddawali je pod opiekę obcych ludzi!!!!
W punkcie 7 autor odradza posiadanie dzieci tym, którzy wiedzą, że będą musieli zatrudnić pomoc do opieki nad dzieckiem. "Żadne dziecko nie zasługuje na wychowywanie przez płatną opiekunkę. Jeśli nie dysponujesz czasem, warunkami, energią i motywacją niezbędną do samodzielnego wychowania dziecka, to powołasz je na bardzo ułomny świat. Będziesz co najmniej częściowo porzucał swoje dziecko – i swoje obowiązki w stosunku do niego – jeszcze zanim się narodzi. To jest zdecydowanie niesprawiedliwe".
Całkowicie zgadam się z tą opinią. Dzieci nie po to przychodzą na świat, żeby rodzice, pod byle pretekstem, oddawali je pod opiekę obcych ludzi!!!!
czwartek, 14 października 2010
Dzień Edukacji Narodowej to także dzień rodzica w szkole !!!
W naszej tradycji edukacyjnej (a jest ona źródłem wielu oświatowych "zabobonów") przyjęło się, że Dzień Edukacji Narodowej jest świętem nauczycieli. W czasach, gdy szkołę uznaje się za zbiorowość składającą się z trzech społeczności: nauczycielskiej, uczniowskiej i rodzicielskiej święto to powinno być traktowane, jako święto całej szkolnej społeczności, a obecność rodziców w tym dniu w szkole powinna być nie tylko tolerowana, ale pożądana! W tym dniu powinno się pamiętać nie tylko o pracy nauczycieli, ale i zaangażowaniu rodziców. Nauczyciele mają płacone za swoją pracę, rodzice angażują się w szkole pro publico bono!
SZANOWNI RODZICE W DNIU EDUKACJI NARODOWEJ CHCIAŁAM WAM ŻYCZYĆ ŻEBY WASZA PRACA ZOSTAŁA DOSTRZEŻONA I DOCENIONA PRZEZ DYREKTORÓW SZKÓŁ I ŻEBY ZECHCIELI ONI STWARZAĆ JAK NAJLEPSZE WARUNKI DLA WASZEJ OBECNOŚCI W SZKOLE.
SZANOWNI RODZICE W DNIU EDUKACJI NARODOWEJ CHCIAŁAM WAM ŻYCZYĆ ŻEBY WASZA PRACA ZOSTAŁA DOSTRZEŻONA I DOCENIONA PRZEZ DYREKTORÓW SZKÓŁ I ŻEBY ZECHCIELI ONI STWARZAĆ JAK NAJLEPSZE WARUNKI DLA WASZEJ OBECNOŚCI W SZKOLE.
środa, 13 października 2010
Małe kroki, ale jakie ważne!!!
Dzisiaj w rozmowie ze mną pani minister Hall zdradziła tajemnicę, że resort przygotowuje dla rodziców NIESPODZIANKĘ.
Proszę się nie obawiać, teoretycznie jest to niespodzianka z rodzaju miłych i pożądanych. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy....
Więcej szczegółów już wkrótce - gdy opublikujemy całość wywiadu z minister K.Hall,
Oczywiście nasi czytelnicy zostaną o tym powiadomieni w pierwszej kolejności.
Proszę się nie obawiać, teoretycznie jest to niespodzianka z rodzaju miłych i pożądanych. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy....
Więcej szczegółów już wkrótce - gdy opublikujemy całość wywiadu z minister K.Hall,
Oczywiście nasi czytelnicy zostaną o tym powiadomieni w pierwszej kolejności.
poniedziałek, 4 października 2010
Jak na Salę Kolumnową - to tylko w miniówie!
Dzisiaj na stronie MEN pojawiła się informacja o uroczystości w Sali Kolumnowej Sejmu RP, z okazji rozstrzygnięcia konkursu "Znak Jakości" - tytułu przyznawanego z inicjatywy Fundacji Polski Portal Edukacyjny Interkl@sa.
Do informacji dołączono zdjęcie, na którym na pierwszym planie wyróżniają się "dwie gwiazdy" w spódniczkach "mini". Taka uroczystość (!!!), takie miejsce (!!!), a panienki wybrały się jak na sobotnią imprezkę z kolegami w klubie. Czy nauczycielki/le nie byli łaskawi poinformować je przed wyjazdem, jak należy stosowanie się ubrać na podniosłą uroczystość? Przecież tam na sali byli najlepsi z najlepszych - jak przypuszczam - uczniowie, od których należałoby oczekiwać zachowania licującego z powagą uroczystości. Na tym powinna polegać, między innymi, rola wychowawcza szkoły, że nauczyciele zwracają uwagę uczniom, iż poprzez odpowiedni (stosowny do okoliczności) strój pokazuje się własną kulturę i oddaje się innym szacunek. Jak widać w przypadku uczennic ze zdjęcia, ich nauczyciele całkowicie zapomnieli o swoich powinnościach wychowawczych.
Za niewłaściwy strój uczennic obniżyłabym zachowanie nie dziewczynom, tylko wychowawcom, którzy obecni byli na uroczystości. Niestety w "szkole stojącej nauczycielem" nieodpowiednio może zachowywać się tylko uczeń....
Do informacji dołączono zdjęcie, na którym na pierwszym planie wyróżniają się "dwie gwiazdy" w spódniczkach "mini". Taka uroczystość (!!!), takie miejsce (!!!), a panienki wybrały się jak na sobotnią imprezkę z kolegami w klubie. Czy nauczycielki/le nie byli łaskawi poinformować je przed wyjazdem, jak należy stosowanie się ubrać na podniosłą uroczystość? Przecież tam na sali byli najlepsi z najlepszych - jak przypuszczam - uczniowie, od których należałoby oczekiwać zachowania licującego z powagą uroczystości. Na tym powinna polegać, między innymi, rola wychowawcza szkoły, że nauczyciele zwracają uwagę uczniom, iż poprzez odpowiedni (stosowny do okoliczności) strój pokazuje się własną kulturę i oddaje się innym szacunek. Jak widać w przypadku uczennic ze zdjęcia, ich nauczyciele całkowicie zapomnieli o swoich powinnościach wychowawczych.
Za niewłaściwy strój uczennic obniżyłabym zachowanie nie dziewczynom, tylko wychowawcom, którzy obecni byli na uroczystości. Niestety w "szkole stojącej nauczycielem" nieodpowiednio może zachowywać się tylko uczeń....
niedziela, 3 października 2010
Nauczmy młodych przestrzegania reguł.
Przechodziłam dzisiaj późnym wieczorem obok placu zabaw. Został on całkowicie opanowany przez młodzież w wieku 12-14 lat, która bez zahamowań, i przy okazji bez kultury, korzystała z urządzeń przeznaczonych - jak głosiła tablica przy wejściu - dla dzieci w wieku 3-12 lat. Na placu zabaw przebywało ze swoimi pociechami kilku rodziców, ale NIKT!!! nie zwrócił uwagi rozszalałej młodzieży, że nie jest to miejsce dla niej przeznaczone. I tak rosną młodzi członkowie naszego społeczeństwa w przekonaniu, że żadne zasady ich nie obowiązują, albo co gorsza, że zasady są po to żeby je łamać. Miałam ochotę, przechodząc obok placu zabaw, od razu zainterweniować, ale pomyślałam, że skoro rodzicom maluchów nie przeszkadza, że starsze dzieci eksploatują sprzęt niedostosowany do ich ciężaru, to cóż ja znowu się będę pchać. Wystarczą mi awantury z palaczami! Dałam więc sobie spokój.
piątek, 1 października 2010
Szanowna Biznesmamo!
Piszesz, że czujesz się niespełniona zmieniając pieluszki, przygotowując papki dla dziecka i tracąc czas na zabawy z nim. Potrzebujesz realizować się w roli „kobiety sukcesu”. Tyle tylko, że to Pani, a nie Pani dziecko, zdecydowała się na rolę matki – wiedząc co ona oznacza! Skoro myśli Pani o własnym ładowaniu energii, myślę, że warto też pomyśleć o dziecku. Dla niego kontakt z Panią przez pierwsze 4-5 lat życia jest właśnie takim ładowaniem energii na całe życie. Wiem coś na ten temat – jestem nie podwójną, ale POCZWÓRNĄ mamą. Czasami łączenie ról nie wychodzi nikomu na zdrowie i warto zawiesić jedną z nich, by jak najlepiej móc wypełniać inną – mam oczywiście na myśli macierzyństwo. Zerwanie bliskich więzi z matką – jest to dzisiaj powszechne, bo dzieci ODDAJEMY do żłobków, przedszkoli i nianiom- skutkuje narastającymi problemami w wieku młodzieńczym. Pani może jeszcze o tym nie wiedzieć, bo nie ma Pani pewnie dzieci w wieku dojrzewania. Ja to już przeszłam na własnej skórze. Dzieci traktuje się trochę jak zawadzające przedmioty, z którymi coś trzeba zrobić. A liberalne państwo wychodząc naprzeciw oczekiwaniom „nowoczesnych” rodziców wymyśla teorie, jakoby rodzina była najgorszym środowiskiem rozwoju malucha. Rodzimy więc dzieci i z czystym sumieniem oddajemy je pod opiekę państwa, bo przecież musimy realizować własne ambicje. A potrzeby dziecka??? Kogo one interesują? Przecież małe dzieci i tak nie potrafią ich zakomunikować. Przynajmniej od razu, ale za kilka lat taka postawa zemści się na biznsemamie – tyle tylko, że pewnych rzeczy nie będzie dało się nadrobić. Mam tu na myśli deficyt uczuć.
środa, 29 września 2010
Bezkarny mobber Kaczyński
W Polsce coraz więcej uwagi poświęca się mobbingowi w pracy, który uznawany jest za zjawisko patologiczne. Sprawcy mobbingu nie powinni spać spokojnie, gdyż osoby poszkodowane coraz częściej mają odwagę mówić o tym, że są prześladowane, a za mobbing grożą konsekwencje karne i pieniężne. Czy aby jednak dotyczy to wszystkich…? Czy politycy nie czują się niejako „wyjęci spod prawa” w tej materii? Ostatnio byliśmy świadkami jak jeden z nich - pan Jarosław Kaczyński publicznie poniżał i wymusił na członkini swej partii – pani Jakubiak - korzenie się. Nie usłyszałam ani jednego słowa oburzenia i nazwania takiego zachowania MOBBINGIEM, może być politycznym – jeśli już ktoś się upiera. Jednak udawanie, że nic się nie stało i są to wewnętrzne sprawy PIS jest nie tylko przejawem zakłamania, ale przede wszystkim jest szkodliwe wychowawczo. Młodzi ludzie obserwują to, co dzieje się na polskiej scenie politycznej i wyciągają niewłaściwe wnioski, że zachowanie pana Kaczyńskiego jest jak najbardziej na porządku dziennym.
A oto krótki opis mobbingu, jaki znalazłam na portalu http://www.sciaga.pl, jakoś „przypadkiem” idealnie pasuje do zaistniałej sytuacji: „Najbardziej rozpowszechnioną formą mobbingu jest szykanowanie pracownika przez przełożonego, tzw. mobbing pochyły. Prześladowca ma zazwyczaj zbyt wygórowane zdanie na temat swoich kwalifikacji (umiejętności, wiedzy), a jednocześnie posiada zbyt dużo uprawnień, które wykorzystuje szykanując innych”.
A oto krótki opis mobbingu, jaki znalazłam na portalu http://www.sciaga.pl, jakoś „przypadkiem” idealnie pasuje do zaistniałej sytuacji: „Najbardziej rozpowszechnioną formą mobbingu jest szykanowanie pracownika przez przełożonego, tzw. mobbing pochyły. Prześladowca ma zazwyczaj zbyt wygórowane zdanie na temat swoich kwalifikacji (umiejętności, wiedzy), a jednocześnie posiada zbyt dużo uprawnień, które wykorzystuje szykanując innych”.
sobota, 18 września 2010
Mierny, ale profesor...
W piątek MEN poinformował o odwołaniu z funkcji dyrektora CKE prof. K.Konarzewskiego. To bardzo słuszna decyzja, gdyż pan Konarzewski dał się poznać jako osoba traktująca w sposób przedmiotowy i uczniów i rodziców. Pisaliśmy o tym na stronie "Niezbędnika Rodzica” http://www.niezbednik.webpark.pl/cke.htm. Najbardziej wstrząsająca w całym tym wydarzeniu jest wypowiedź pana profesora, który stwierdził, że odwołanie traktuje oczywiście jako porażkę, ale jest spokojny o pracę, bo „na szczęście jest jeszcze popyt na profesorów”. Pan profesor pokazał jak nieskuteczna i bezwartościowa okazała się jego teoretyczna wiedza w zderzeniu z praktyką - to chyba największa kompromitacja dla naukowca. Jaką bowiem wartość ma wiedza, która nie sprawdza się w życiu? A mimo to jest pewny, że znajdzie pracę…
wtorek, 14 września 2010
PRL w relacjach rodzice-szkoła
Społeczność rodziców jest jedną z najmniej demokratycznych quasi grup społecznych (wszyscy rodzice mają wspólny cel - dobro dziecka) - to fakt, który potwierdzają liczne przykłady. Oto kilka z nich. Ludzie, którzy na co dzień w swoich firmach są aktywni i kreatywni, w zderzeniu ze szkołą stają się bezwolnymi wykonawcami poleceń nauczycieli i kolejnych ministrów (cokolwiek by nie wymyślili - rodzice z pokorą wszystko przyjmą)! Rodzice płacą co roku haracz na podręczniki szkolne - zamiast sprzeciwić się i wymusić na resorcie edukacji dofinansowanie bezpłatnych podręczników on-line! Rodzice mieli obiecany bon edukacyjny, ale z powodu "gierek politycznych" pomysł przepadł bez słowa sprzeciwu ze strony rodziców! Dyrektor CKE zdecydował o nie podawaniu do publicznej wiadomości wyników egzaminów zewnętrznych szkół w Polsce (pomimo, że na jawności ma się opierać "nowa jakość" w edukacji) . Oczywiście nie było komu protestować!.... To zaledwie kilka faktów potwierdzających opinię, że rodzice są ciągle świadomościowo zakorzenieni w "głębokim PRL-u" i poczucie "bycia obywatelem" trzeba w nich dopiero rozbudzać.
poniedziałek, 6 września 2010
Machiavelli może być dumny
Oglądając program informacyjny, na jednym z licznych kanałów oferowanych przez UPC, zupełnie przypadkowo natrafiłam na informację o tym jak tzw. "celebryci" robią wiele dobrego uczestnicząc w różnych kampaniach społecznych. No cóż.... A propos "celebrytów" mam swoje własne zdanie - istnieją tylko dzięki fanom, którzy zrobili z nich swoich bożków, całkowicie zapominając, że ich zadaniem tu na Ziemi jest kreować własne życie, a nie ślepo podążać za innymi. Zostawmy jednak problem "fanów" im potrzebni są dobrzy terapeuci. Wróćmy do "celebrytów". Miałabym wielkie wątpliwości żeby prosić o użyczenie wizerunku taką osobę jak Dorota Robaczewska. Kobieta, która obnosi się ze swoim hedonizmem na każdym kroku nie powinna być wciągana do żadnych akcji dobroczynnych, charytatywnych i innych akcji społecznych, gdyż jest to wyraźny sygnał wysłany do młodych ludzi, że akceptujemy świat "wartości" uznawanych przez tę panią. Jest to nie do zaakceptowania. Czy rzeczywiście w naszym świecie zapomnieliśmy o tym, by szanować i brać za wzór ludzi porządnych?!!!!
sobota, 4 września 2010
Wydatki na oświatę powinny być przemyślane!!!
Bardzo wzruszyło mnie ostatnie wystąpienie pana premiera, przy okazji jego wizyty w byłej szkole, który zapewniał nauczycieli, że żaden kataklizm nie odwiedzie go od decyzji o przyznaniu nauczycielom podwyżki. To zapewnienie będzie kosztowało budżet państwa ok.1,8 mld zł. To nie są pieniądze pana premiera, tylko nasze - podatników, dlatego chcielibyśmy wiedzieć czy są one wydawane racjonalnie. Czy rzeczywiście przełożą się na podniesienie jakości nauczania w szkołach i zrealizowanie nieosiągalnego dotychczas postulatu indywidualnego podejścia do ucznia - co nas rodziców najbardziej interesuje? Raczej wątpliwe, bo oświata ma dwóch panów - państwo i samorząd - cóż z tego, że państwo okazało się hojne dla nauczycieli, skoro samorządy w zapale cięcia wydatków podejmują nieodpowiedzialne decyzje o tworzeniu klas 30 kilkuosobowych? W takiej klasie nawet nauczyciel z pensją premiera nie byłby w stanie wiele osiągnąć!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)