Kilka dni temu w programie informacyjnym jednej z telewizji pojawił się materiał na temat korepetycji dla przedszkolaków i uczniów klas początkowych szkoły podstawowej. Zadziwiające jest nie to, że na rynku pojawiła się taka oferta edukacyjna - bo przecież korepetytorzy z czegoś muszą żyć, ale fakt, że są rodzice, którzy dali sobie wmówić, że jest to niezbędne dla ich dzieci.
Cóż z tego, że psychologia wychowawcza wyraźnie podkreśla znaczenie zabawy i bezpośredniego doświadczenia dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Oni mają własne wyobrażenia o swoim dziecku, które ma mieć same szóstki na świadectwie i być laureatem kilku olimpiad przedmiotowych. Zapytani o potrzeby emocjonalne dziecka, otwierają ze zdziwieniem oczy "A cóż to jest?". Nie wiedzą, bo "potrzeba pieniądza", która ich opętała, wyklucza istnienie potrzeb emocjonalnych dziecka - są one zbyt "czasochłonne", a zagoniony i zapracowany rodzic nie może pozwolić sobie ani na zabawę z dzieckiem - przecież ono bawi się w przedszkolu, ani na naukę poprzez wspólne przeprowadzanie doświadczeń - od tego jest szkoła i korepetytor, żeby uczyć. W ten oto sposób rodzice sami sprowadzają się do roli maszynki do robienia pieniędzy - sprawy związane z wychowaniem własnych dzieci oddając w ręce obcych i często przypadkowych ludzi. I jeszcze się cieszą, że zadbali o przyszłość swojego dziecka... Dzieci coraz mniej doznają uczuć rodzicielskich - zastępują je drogie ubrania i zabawki. Aż strach pomyśleć, jak beznamiętny będzie świat, gdy te dzieci dorosną. Dobra praca, kariera, pieniądze - to dzisiejsze priorytety jutra. Na bycie człowiekiem nie ma już miejsca....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz