Jakiś czas temu przez media "przetoczyła się" kampania "bicie jest głupie". W "obronie" dzieci stanęli, ci którzy klaps uznali za znęcanie się nad dziećmi, nie dostrzegając innych zagrożeń dla prawidłowego ich rozwoju, których źródłem jest szkoła. "Tradycja" ingerowania w rodzinie ma się u nas bardzo dobrze, szkoda, że państwu równie dobrze nie wychodzi ingerowanie w funkcjonowanie własnych instytucji... Szkoda, bo szkoła jest źródłem psychopatologii rozwoju dziecka, a nikt nie próbuje temu jakoś zaradzić. Milczy zatroskany o los dzieci Rzecznik Praw Dziecka - polityków i społeczeństwo łatwiej postraszyć rodziną niż szkołą. Poza tym nie można obnażać szkolnej patologii, bo to groziłoby ostatecznym upadkiem autorytetu tej instytucji. Po rodzinie można sobie "pojeździć,jej słaba pozycja jest na rękę wszystkim tym, którym marzy się społeczeństwo bezwolnych obywateli,kształconych w szkołach, gdzie jedynym wyznacznikiem wartości człowieka jest liczba uzyskanych na egzaminie punktów. Jakość pracy szkół jest mierzona poprzez wyniki osiągane na egzaminach, dziecko z jego potrzebami jest kompletnie ignorowane. Kogo interesuje, że odrobienie zadania zajmuje mu całe popołudnie i wieczór? Że nie ma czasu na czytanie ulubionej książki, na rozwijanie swoich pasji, na samodzielne decydowanie o swoim wolnym czasie.
Zadania domowe są głupie, bo pozbawiają nasze dzieci radości ze zdobywania wiedzy i poznawania świata, zabijają w nich odwagę swobodnego wypowiadania swoich opinii. Zresztą którego nauczyciela interesuje opinia ucznia w jakiejkolwiek sprawie? Zadania domowe są głupie, bo zachęcają nasze dzieci do bezmyślności i pozbawiają krytycyzmu. Kształtują w dzieciach postawy bierności i komformizmu. W ten sposób za kilkanaście lat nasze dzieci staną się wartościowymi obywatelami. Wartościowymi, bo uległymi. W realizacji tej ważnej "misji" nie powinno się szkołom przeszkadzać, a Rzecznik Praw Dziecka żeby udowodnić potrzebę istnienia swojego urzędu koncentruje swoją aktywność na rodzinach. Nie ma szansy na pozyskanie go do naszej akcji
Zadania domowe są głupie". Ale bardzo liczymy w tej sprawie na rodziców....
Szkoła dla dzieci to tak jak praca dla dorosłych. Czy pracodawca daje swoim pracownikom jakąś pracę do wykonania w domu? A jeżeli ktoś pracuje w takiej firmie gdzie coś takiego praktykuje się to czy dorośli są z tego zadowoleni? Lubią pracować po godzinach?
OdpowiedzUsuńSzkoła jest dla dzieci a nie dzieci dla szkoły a więc PRIORYTETEM szkoły nie powinny być programy szkolne ale PRIORYTETEM powinny być dzieci.. Dzieci już z natury chcą uczyć się i poznawać świat i są otwarte na wiedzę więc nie ma potrzeby zmuszania ich na siłę do nauki. A szkoła, która powinna im w tym pomagać tylko.
Szkoła jest więzieniem ...... i zabójcą kreatywności dzieci. Szkoła nie uczy myślenia tylko wykonywania poleceń i wkuwania na pamięć rzeczy, których dzieci często nawet nie rozumieją do końca.
Prawa dzieci do wypoczynku i zabawy są naruszane przez dorosłych; przez szkołę i przez rodziców. Rodzice są ŻYWYM przykładem na to jak szkoła odbiera zdolność do samodzielnego myślenia, kreatywności a przede wszystkim kwestionowania autorytetów.
Bo dla rodziców nie powinny być ważne programy szkolne ale ich własne dzieci. To rodzice powinni zbuntować się i zabronić szkole zadawania zadań domowych ich dzieciom. Po zajęciach szkolnych dzieci potrzebują odpoczynku, zabawy i spędzania czasu z rodziną tak samo jak dorośli.
Radzę rodzicom wsiąść sprawę we własne ręce i POINFORMOWAĆ szkołę, że dzieci nie będą odrabiały zadań domowy .
z książki A.S. Neill "Nowa Summerhill"
OdpowiedzUsuństrona 64
.... "Dzieciństwo nie jest okresem dorosłości; dzieciństwo jest okresem zabawy i żadne dziecko nigdy nie ma jej dość...
str. 74
..."Jeżeli dziecko wybawi się do woli, to będzie mogło zdać egzaminy wstępne na uniwersytet po dwóch latach intensywnej nauki, zamiast, jak to zwykle bywa, po 5,6 czy 7 latach nauki w szkole która nie docenia roli zabaway w życiu dziecka"...
str. 75
..." Jeden z naszych byłych wychowanków, który miał wykład na uniwersytecie, powiedział: "Studenci robią na zajęciach piekielny rwetes i jest to bardzo męczące; w Summerhill przeszliśmy przez ten okres, gdy mieliśmy 10 lat... "
str. 80
...: Ludzie często pytają mnie: Czy te twoje wolne dzieci kiedykolwiek będą potrafiły przystosować się do harówki codziennego życia? Chciałbym, aby te wolne dzieci zostały pionierami w uwalnianiu sie od harówki codziennego życia..
tr. 82
.. Wolnośc oznacza robienie tego, co się komu podoba, dopóki nie narusza sie wolności innych. Wynikiem jest samodyscyplina.."
str. 88
.., ale te dzieci, które nie chodziły na sesje terapeutyczne, również wracały do zdrowia, więc dozedłem do wniosku, że to nie psychoanaliza je uleczyła, ale WOLNOŚĆ BYCIA SOBĄ.."
Mam nadzieję, że te kilka cytatów z tej fantastycznej książki zachęci rodziców do jej przeczytania i skorzystania z wiedzy jej autora.