poniedziałek, 26 marca 2012

Rodzice niczym władcy ogrodu...

Jestem właśnie, z moją córką, na etapie lektury niezwykle wartościowej książki dla dzieci, zatytułowanej "Bajki filozoficzne". Jedna z krótkich opowiastek mówi o królu - władcy ogrodu, któremu bardzo zależało na zakwitnięciu różanego krzewu, gdyż bodaj jeden kwiat miał zapewnić mu nieśmiertelność. Król jednak nie miał najmniejszej ochoty sam zajmować się krzewem - ostatecznie był na tyle bogaty, by wynajmować do pracy ogrodników. Zmieniał ich często, gdyż żadnemu z nich nie udało się wyhodować nawet maleńkiego pączka na krzewie. W końcu znalazł się ostatni chętny - pewny swego sukcesu. Doglądał cierpliwie krzewu, dbał o niego, a nawet rozmawiał z nim. I udało się! Na krzewie pojawił się pączek! Jednak to nie król zyskał nieśmiertelność, tylko ogrodnik. Co może mieć wspólnego ta bajka z rodzicami? Niektórzy z nich są niczym ów król - władca ogrodu, bez namysłu i nieraz z ulgą powierzają swoje dzieci (krzew różany) różnym ogrodnikom (w żłobku, przedszkolu, szkole), nie zastanawiając się, że kiedyś w przyszłości, to nie oni będą czerpać z owoców, których nie pielęgnowali...

niedziela, 15 stycznia 2012

Podręczniki w "zerówce" to przejaw braku rozsądku rodziców!

Nowa podstawa programowa edukacji przedszkolnej, która obejmuje również tzw.zerówkę, nie przewiduje jakichkolwiek podręczników. Zadaniem nauczyciela jest stworzenie programu przygotowującego do czytania i pisania, dostosowanego do możliwości i zainteresowań każdego dziecka (jeszcze nie ucznia!!!). Żaden podręcznik nie spełni tego wymogu, bo żeby rozpoznać możliwości dziecka, trzeba mieć z nim bezpośredni kontakt. Autorzy podręczników przygotowują swoje "dzieła" dla odbiorcy anonimowego i na dodatek zbiorowego, zatem o żadnej indywidualizacji nie może być mowy. Dlaczego więc nauczyciele traktują podręczniki jak swego rodzaju "świętość" bez której nie są w stanie się obejść? Oczywiście w grę wchodzi wygoda, rutyna, brak kreatywności i pomysłowości - krótko mówiąc brak chęci do pracy i własnego rozwoju, ale jest też inny czynnik. RODZICE! To bardzo często oni nachalnie wymuszają na nauczycielu, by pracował z podręcznikiem, a ilość stron "przerobionych" na lekcjach stanowi dla wielu z nich wyznacznik efektywnej nauki. Oczywiście nic bardziej niedorzecznego nie można wymyślić, bo nawet jeśli nauczyciel, strona po stronie, realizuje treści podręcznika, to i tak nie mamy gwarancji, że nasza pociecha zapamięta wiele z tego, ale za to możemy mieć pewność, że taki system "nauki" skutecznie niszczy motywację i zapał dziecka do zdobywania wiedzy. W centrum uwagi nauczyciela nie jest uczeń i jego zainteresowania, ale podręcznik i to, w jakim tempie realizuje zawarte w nim treści. W ten sposób rodzice wydają 200 zł (tyle przeciętnie kosztują książki do "zerówki"!) tylko po to, by skutecznie zniechęcić swoje dziecko do nauki, pozbawić je pasji poznawania świata, zniechęcić do aktywności i kreatywności (gotowe szablony w podręcznikach i sztampowe ćwiczenia ograniczają do minimum wyobraźnię i pomysłowość dziecka). CZY TAK POSTĘPUJĄ LUDZIE INTELIGENTNI I ROZSĄDNI?