poniedziałek, 26 marca 2012

Rodzice niczym władcy ogrodu...

Jestem właśnie, z moją córką, na etapie lektury niezwykle wartościowej książki dla dzieci, zatytułowanej "Bajki filozoficzne". Jedna z krótkich opowiastek mówi o królu - władcy ogrodu, któremu bardzo zależało na zakwitnięciu różanego krzewu, gdyż bodaj jeden kwiat miał zapewnić mu nieśmiertelność. Król jednak nie miał najmniejszej ochoty sam zajmować się krzewem - ostatecznie był na tyle bogaty, by wynajmować do pracy ogrodników. Zmieniał ich często, gdyż żadnemu z nich nie udało się wyhodować nawet maleńkiego pączka na krzewie. W końcu znalazł się ostatni chętny - pewny swego sukcesu. Doglądał cierpliwie krzewu, dbał o niego, a nawet rozmawiał z nim. I udało się! Na krzewie pojawił się pączek! Jednak to nie król zyskał nieśmiertelność, tylko ogrodnik. Co może mieć wspólnego ta bajka z rodzicami? Niektórzy z nich są niczym ów król - władca ogrodu, bez namysłu i nieraz z ulgą powierzają swoje dzieci (krzew różany) różnym ogrodnikom (w żłobku, przedszkolu, szkole), nie zastanawiając się, że kiedyś w przyszłości, to nie oni będą czerpać z owoców, których nie pielęgnowali...